Bartosz Szczygielski „Krew” (recenzja)

fot. Maciej Januchowski

Krew” jest kontynuacją trylogii Bartosza Szczygielskiego. Myli się ten, kto pomyśli, że będzie tu mniej emocji i okrucieństwa. To kryminał pełną gębą i nie ma co ukrywać, że wszystkiego co najlepsze dopiero przed Wami.

Życie w szpitalu psychiatrycznym płynie inaczej niż poza jego murami. Na własnej skórze przekonuje się o tym komisarz Gabriel Byś. Snujący się między niszczejącymi budynkami pacjenci obserwują każdą nową twarz. W Tworkach dochodzi do makabrycznego zdarzenia, którego nie da się racjonalnie wyjaśnić. Sprawy komplikują się, gdy na miejscu zbrodni zaczynają pojawiać się ludzie, wierzący w to, że wydarzył się cud. Ile z tego, co Gabriel widzi, jest prawdą, a ile to tylko wymysł jego otumanionej lekami głowy?

Kiedy zostaje popełniona kolejna zbrodnia, Gabriel czuje, że traci grunt pod nogami i popada w obłęd. Do czego będzie zdolny się posunąć, by poznać prawdę?

Szczygielski bardzo sprawnie prowadzi akcję książki. Na każdym kroku czujemy pewien dreszczyk emocji. To dobry wyznacznik dla kryminału. Co ciekawe autor w tym tomie dodaje jeszcze losy Kaśki Sokół, która jakby wydobywała się na pierwszy plan, ten równoległy do komisarza Bysia. Ten znany z pierwszego tomu psychodeliczny klimat czytelnicy odnajdą również w „Krwi”.

Choć często musi się, że dla autorów napisanie drugiej i kolejnych części jest trudniejsze niż napisanie pierwszej, to Szczygielskiemu chyba ta przypadłość się nie przytrafia. „Krew” jest jeszcze lepsza pod względem warsztatu niż poprzedniczka. Duży nacisk został położony na detale, które budują całą historię. Wszystko jest ze sobą spójne i wyraźnie użyte w tym miejscu, w którym powinno się znaleźć.

Bartosz Szczygielski ma też rękę do tworzenia bohaterów. Tu mamy głównie do czynienia z tym ciągle walczącym ze swoim „ja”. Toczy on walkę podwójną. Jedną kwestią są jego słabości, lęki czy bóle, a drugą bezwzględna rzeczywistość. Wielką zaletą jest również narrator. Wszystkowiedzący, czasem sarkastyczny, ale i oryginalny. Myślę, że gdyby miał zostać zamknięty w szklanej pułapce to zarzuciłby nas sporą ilością wiedzy, która związana byłaby z tym doświadczeniem.

Może ci się spodobać również Więcej od autora

zostaw komentarz