Agnieszka Olejnik „Cuda i cudeńka” (recenzja)

fot. Maciej Januchowski

Ta propozycja jest idealna na długie jesienne wieczory, choć delikatnie wprowadzająca nas w świąteczny klimat. Skoro w handlu można już w październiku oferować produktu bożonarodzeniowe, to czemu nie sięgnąć już teraz po książkę, która w klimacie świąt jest osadzona? Oczywiście, że można.

Zacznijmy od fabuły.

Malownicza kamienica z mansardą, której szczyt zdobią dwa zamyślone anioły zwane Serafinami, skrywa pod swym dachem niejedną tajemnicę. Nieprzewidziane okoliczności sprawiają, że Lena, dziewczyna pełna marzeń i wiary w przyszłość, zostaje jej nową lokatorką. Poznaje swoich sąsiadów, nietuzinkowe postaci, które sprawiają, że życie dziewczyny staje się jeszcze barwniejsze niż dotychczas.

Wśród jej nowych przyjaciół jest Francesca, ekscentryczna Włoszka po przejściach, która prowadzi mały sklepik z cudeńkami. Lena, która uwielbia zmiany, dołącza do niej. Zaczyna również korespondować z tajemniczym Borysem, właścicielem mieszkania na strychu, który skrywa bolesną tajemnicę.

Dzięki świątecznej wymianie pyszności, mieszkańcy kamienicy lepiej poznają siebie i swoje sekrety. Najwyraźniej kamienne anioły opiekują się nimi, prostując pokręcone ścieżki, którymi prowadzi ich los.

Cuda i cudeńka” to przyjemna lektura, która podnosi czytelnika na duchu. Podczas lektury pice gorącej czekolady tylko potęguje to uczucie – możecie wierzyć mi na słowo lub sami tego sposobu spróbować. To pełna ciepła opowieść o odzyskanych nadziejach, potrzebie bliskości, sile kobiecej przyjaźni i zwyczajnej, codziennej dobroci. Agnieszka Olejnik w takich emocjach się wyspecjalizowała i te pozytywne zawsze w jej książkach znajdziecie. To co bije z tej książki to myśl o tym, że pomaganie daje olbrzymią satysfakcję.

Może ci się spodobać również Więcej od autora

zostaw komentarz