Gabriela Gargaś „Szczęście przy kominku” (recenzja)

fot. Maciej Januchowski

Wśród urokliwych, pokrytych śnieżnym puchem ulic kryje się wyjątkowe miejsce, gdzie rodzą się piękne opowieści – „Antykwariat z książką i kawą”. To tu, wśród opasłych tomów, przy kubku gorącej herbaty z sokiem malinowym czeka na ciebie Bunia, gotowa, by wesprzeć radą i dobrym słowem. Kiedy z nieba spadają wielkie płatki śniegu, a na choinkach migoczą światełka, w przerwie między świątecznymi przygotowaniami antykwariat odwiedzą okoliczni mieszkańcy. Przyjdą nie tylko na zakupy, ale również ze swoimi troskami i problemami.

Jak przekonuje opis na tyle książki jest to pełna „świątecznego ciepła opowieść”. Fakt, trzeba się z nim zgodzić. Autorka świetnie buduje tego typu nastrój. Emocje, a właściwie ich opis to jest to, czego nie może zabraknąć w książkach Gabrieli Gargaś. Emocjom właśnie poświęca bardzo dużo uwagi.

Mogę Wam zdradzić, że kiedy Gabriela pisała książkę „Tysiąc obsesji” wraz z Marcelem Woźniakiem, to była delikatnie mówiąc zdziwiona, kiedy Marcel zapisał tylko kilka słów o uczuciach kreowanego przez siebie bohatera. Stwierdziła, że ten bohater „nic nie czuje” i postanowiła, że musi stworzyć jego emocjonalną stronę. Oczywiście bardzo rozbudowaną, bo przecież dwa czy trzy zdania to za mało. (Wywiad z autorami znajdziesz TUTAJ)

Jak na porządnego czytelnika przystało połączenie kawy lub herbaty i zapachu książek to idealne warunki do relaksu. Akcja powieści „Szczęście przy kominku” dzieje się w znacznej większości w antykwariacie z książkami, gdzie tego zapachu jest pod dostatkiem. Miejsce idealne. Na dodatek w życiu bohaterów sporo się dzieje. Autorka jednak zadbała byśmy się w tej plątaninie zdarzeń nie pogubili.

Bardzo łatwo się utożsamić z bohaterami. To tak naprawdę historia o zwykłych ludziach, ze zwykłymi, codziennymi problemami, ale jednocześnie pełna pokrzepienia.

Może ci się spodobać również Więcej od autora

zostaw komentarz