Ann Cleeves „Czerwień kości” (recenzja)

fot. Maciej Januchowski

„Czerwień kości” to trzeci tom cyklu kwartet szetlandzki Ann Cleeves, który ukazał się na polskim rynku wydawniczym całkiem niedawno. Seria brytyjskiej autorki jej już kultowa, a mistrzyni suspensu za swoje kryminały jest ciągle nagradzana.

Kiedy młoda kobieta pracująca na wykopaliskach w Whalsay odkrywa pozostawione tam ludzkie szczątki, wieść elektryzuje mieszkańców Szetlandów, zwłaszcza że z początku nikt nie wie, z jakiego okresu pochodzą zwłoki. Niedługo później dochodzi do morderstwa, a detektyw Jimmy Perez rozpoczyna śledztwo. Wkrótce okazuje się, że otoczeni przez morską pustkę ludzie skrzętnie chronią swoje tajemnice.

Kiedy detektyw przygląda się po kolei ludziom uwikłanym w sprawę, odkrywa trwający od kilku pokoleń konflikt pomiędzy dwiema rodzinami. W końcu ginie kolejna osoba, a wyspę spowija upiorna mgła, która również utrudnia prowadzone śledztwo.

Poruszając się po omacku, detektyw Jimmy Perez musi odkryć tożsamość mordercy, zanim ten uderzy ponownie.

Bez wątpienia można powiedzieć, ze autorka wraca do tego co dobre i sprawdzone. Mowa o ciemności, choć tym razem bardziej są to mgły i i deszcze. Taka aura tajemniczości i lekkiego poddenerwowania. Przy okazji trzeba ją pochwalić za ukazywanie życia na Szetlandach tamtejszych mieszkańców, które wcale nie jest łatwe i przyjemne. Choć nie ma bardzo bogatych opisów przyrody – bo to przecież kryminał, a tu inne rzeczy są ważniejsze – to jednak udaje jej się co nieco przemycić.

Zdecydowaną nowością w tej części jest to, że poznajemy głębiej bohaterów. Szczególnie tego głównego czyli inspektora Pereza. Można powiedzieć, że się przed nami bardziej otwiera i czasem możemy poznać nawet to co myśli. Z kolei Sandy Wilson okazuje się być mniejszą fajtłapą, niż nam i mu się zdaje.

Może ci się spodobać również Więcej od autora

zostaw komentarz