Wojciech Jedlina – Jacobson „Z ludem wielkopolskim przeciwko zaborcom. Wspomnienia”

fot. Maciej Januchowski

To pierwsza książka związana z Powstaniem Wielkopolskim, którą mam przyjemność omawiać. Już niebawem, zaraz po świętach setna rocznica wybuchu tego zwycięskiego zrywu, a dla nas Wielkopolan, mieszkających również poza granicami Wielkopolski, myślę, że rocznica bardzo ważna. Szczególnie, że powstańcy Wielkopolscy walczyli na terenie zarówno aktualnej Wielkopolski, jak i województwa kujawsko – pomorskiego. Mowa o książce „Z ludem wielkopolskim przeciwko zaborcom. Wspomnienia” spisane przez Wojciecha Jedlinę – Jacobsona.

Jest to pamiętnik nie byle kogo, bo jednego z liderów powstania w północnej części kraju – nie tylko Wielkopolski, bo zakusy Jacobsona sięgały znacznie dalej.

Autor zamyka opisywane perypetie powstańcze w ramach czasowych od grudnia 1918 do połowy lutego 1919 roku. Opowiada, jak będąc jeszcze oficerem niemieckim, trafił w szeregi powstańców, jak objął zwierzchnictwo nad powstańczym „pospolitym ruszeniem” w Gnieźnie i jak zarządzał operacjami powstańców na terenach na północ od Gniezna. Przy czym wszystkie te funkcje sprawował nieformalnie. Jako że działał poza strukturami Naczelnej Rady Ludowej, nie musiał podporządkowywać się jej zarządzeniom i kursowi polityki pójścia na ugodę z Niemcami (co z satysfakcją przyjmować miał formalny komendant Gniezna).

Swoje wspomnienia Jacobson kończy krótkim podsumowaniem. Ocenia zdarzenia, których był uczestnikiem, w kontekście efektów, jakie udało się osiągnąć. Sporo uwagi poświęca „czynnikowi ludzkiemu” – tak pod względem statystyki, jak i sprawowania. Sprawowania nie zawsze tak bohaterskiego i zorganizowanego, jakby mogło się zdawać.

Właśnie m.in. za to, ze potrafi opisać błędy powstańców warto sięgnąć po tę książką. Wielu bowiem opisywało wydarzenia związane z Powstaniem Wielkopolskim w samych superlatywach, ukazując siebie jako bohaterów lub przypisując sobie wszelkie zasługi.

Jacobson opisuje walki związane z Gnieznem, Szubinem, Kcynią, Nakłem nad Notecią, Mogilnem, Inowrocławiem, Chodzieżą, Rogowem i wielu innych miejscowościach Pałuk i północnej Wielkopolski. Ukazuje w jaki sposób organizowano powstańców, gdzie były większe, a gdzie mniejsze siły ochotników do walki z okupantem. Zdradza szczegóły negocjacji z Niemcami przez Naczelną Radę Ludową i nie kryje we swych wspomnieniach, że nie miał zamiaru tych umów dotrzymywać. Doskonale znał myślenie drugiej strony, dlatego też, wiele jego ruchów kończyło się sukcesem.

Padają jednak i słowa gorzkie, które mogą powodować u niejednego z nas zawstydzenie. Tak jest m.in. z tym, co działo się w Wągrowcu. Kiedy siły powstańcze z tej miejscowości były potrzebne w innym miejscu odmówiono ich wysłania, bo postanowiono wyprawić sobie uroczystość.

Drugą smutną refleksją dotyczącą powstańców wielkopolskich jest to, że władze Naczelnej Rady Ludowej z Poznania bardzo długo zwlekały z jakąkolwiek pomocą dla walczących o kolejne tereny. Władze centralne w Poznaniu obawiając się o swój los i zawierzając go pertraktacjom z Niemcami nie ułatwiały życia walczącym ochotnikom, choćby poprzez wysłanie broni na pole walki.

Uważam, że książka „Z ludem wielkopolskim przeciwko zaborcom. Wspomnienia”, to jedna z tych książek, którą po pierwsze warto mieć w domu, a po drugie ją od deski do deski przeczytać. Jednak jak to ze wspomnieniami bywa, warto również spojrzeć na nią nieco krytycznym okiem, choć moim zdaniem jest to jedno z lepszych wydań powstańczych wspomnień.

Może ci się spodobać również Więcej od autora

zostaw komentarz