Ruth Rendell „Z najlepszymi życzeniami śmierci” (recenzja)

fot. Maciej Januchowski

To kryminał dość flegmatyczny, ale z rewelacyjną fabułą.

Margaret Parsons – dbająca o męża i swój ukochany ogród gospodyni domowa ze spokojnego miasteczka Kingsmarkham – nie wyróżnia się absolutnie niczym szczególnym. Jednak z jakiegoś powodu zostaje ona brutalnie zamordowana, a jej zwłoki porzucone w pobliskim lesie.
Nie mając żadnych sensownych wskazówek i wiedząc o życiu ofiary tylko tyle, że było nudne, nadinspektor Wexford rozpoczyna śledztwo, w wyniku którego odkrywa mroczną tajemnicę Margaret – kolekcję rzadkich książek, z których każda ma dedykację napisaną przez kochanka podpisującego się jako „Doon”. W miarę rozwoju postępowania Wexford zagłębia się w przeszłość zarówno Margaret Parsons, jak i całej lokalnej społeczności.

Jak już wspomniałem na początku akcja książki jest flegmatyczna, nie pędzi na łeb na szyję. Detektywi pracują spokojnie, powoli sprawdzając każdy trop. Autorka skupiła się na szczegółowych opisach czy to zachowań bohaterów czy otoczenia. Jednak to co przyciąga, to charakter tej powieści, a właściwie wytwarza ona u czytelnika swego rodzaju ciekawość, podniecenie, oczekiwanie finału. Trudno jednoznaczne określić ten stan, ale mimo wszystko książka nie jest nam obojętna.

Ciekawość jednak ma swoje granice, dlatego dobrze, że autorka ograniczyła się do 300 stron. Kolejne 100 lub 200 mogłoby skutecznie zniechęcić do czytania. Co ciekawe jest to pierwszy tom serii z inspektorem Wexfordem, a to oznacza, że wkrótce należy spodziewać się kolejnych części. Z przyjemnością sięgnę po kolejny tom i sprawdzę czy autorka nadal będzie trzymała się swojego stylu, czy może jednak nico go zmieni. Mam nadzieję, że jeżeli dojdzie do zmiany, to utrzyma w czytelniku ten stan napięcia.

Książka została zaprezentowana w audycji: Weekend z dobrą książką – wydanie z 18/11/2018

Może ci się spodobać również Więcej od autora

zostaw komentarz