„Tajemna historia czarownic” Louisa Morgan (recenzja)

fot. Maciej Januchowski

Jest to wielka saga historyczna przedstawiająca dzieje pięciu pokoleń obdarzonych niezwykłymi mocami matek i córek, dla których magiczne dziedzictwo jest zarazem niebezpiecznym zagrożeniem i wyjątkowym darem.

Bretania, 1821 rok. Kiedy grand-mère Ursule oddaje życie, by uratować rodzinę, wydaje się, że magia umiera razem z nią.

Mimo to kobiety z rodu Orchire walczą o zachowanie tradycji, powtarzają na wpół zapomniane zaklęcia i rytuały w nadziei na ich odrodzenie. A kiedy najmłodsza córka osiąga odpowiedni wiek, magia powraca. Kolejne pokolenia dokładają starań, by nie tylko posiąść moce, ale też utrzymywać je w ukryciu.
Kiedy jednak na horyzoncie pojawia się groźba II wojny, magia staje się bardziej potrzebna niż kiedykolwiek − i nie chodzi wyłącznie o proste eliksiry czy wizje, ale o zmianę historii świata.

Trzeba przyznać, że autorka świetnie prowadzi czytelnika po kobiecym świecie, któremu nieobce są magia i czary. Z zaciekawieniem śledzi się każdy z wątków. Wrażenie robią chociażby opisane rytuały. Autorka ze szczegółami opisuje nie tylko historię rodu, ale i to co związane z magią i eliksirami. Są też momenty, podczas których akcja bardzo spowalnia. W fabule robi się przestój, a wspomniana drobiazgowość może nieco przytłoczyć. W książę nie brakuje też dramatycznych wydarzeń, tragicznych miłości oraz prawdy o kobiecej naturze. Reasumując, jest więcej plusów niż minusów, a książka jest godna polecenia.

Może ci się spodobać również Więcej od autora

zostaw komentarz