Tematem
powieści, której David Foster Wallace poświęcił ostatnich
dziesięć lat życia, jest śmiertelna nuda. Dziesięć lat po
samobójczej śmierci kultowego amerykańskiego pisarza jego dzieło
w końcu trafia do rąk polskich czytelników.
Przebłyski,
pozornie przypadkowe stop-klatki z życiorysów osób, które łączy
jedno – spotykają się w zasypanym papierami biurze Izby Rozliczeń
Skarbowych, gdzie każdy dzień do złudzenia przypomina poprzedni.
Setki formularzy zeznań podatkowych przechodzą przez ręce
kontrolerów, automatyczna i przeraźliwie nudna praca upodabnia
ludzi przekładających dokumenty z miejsca na miejsce do maszyn,
posłusznie wykonujących swoje zadania aż do zużycia i zastąpienia
nowymi. W tej wszechogarniającej monotonii nawet śmierć przy
biurku obok pozostaje niezauważona i nie robi na nikim większego
wrażenia. Lecz Wallace potrafi opowiadać o samozatracającym się
świecie w taki sposób, jak nikt inny. W 2012 r. ta wyjątkowa
książka znalazła się w finale Nagrody Pulitzera.
Autor nie dokończył swej powieści. Chorując na depresję, popełnił samobójstwo w 2008 roku, pozostawiwszy setki stron „Bladego Króla”, dyski, teczki, segregatory, notatki, szkice, zapiski i zapełnione plikami tekstowymi dyskietki.
Książkę można nazwać różnorodną. Choćby patrząc na rozdziały, które raz są wywiadami, innym razem dialogami prowadzonymi w windzie i okraszone bardzo długimi przypisami. Jedne rozdziały są bardzo krótkie, inne długie. Choć książka nie jest ukończona, to jednak całkiem ciekawa. Przez obszerne przypisy i tematykę jest trudna, no ale czy ktoś spodziewał się po autorze i tematyce, ze będzie inaczej? Raczej nie.